Sokrates Cafe
Sokrates Cafe Sochaczew 24.06.2009
Dodaj komentarz Pytania:
1. Skąd wiemy, że naprawdę jesteśmy zakochani.
2. Czy zawsze będą ludzie wykluczeni.
3. Dla kogo czujemy (w relacjach międzyludzkich).
4. Czy warto się zastanawiać nad światem.
5. Czy idealizm równa się naiwność.
6. Jak działa empatia.
7. Jaki jest sens wstać jutro rano.
8. Czy żyjemy tylko z przyzwyczajenia.
9. Dlaczego kobieta jest źródłem wszelkiego zła i zepsucia.
Obecni: Ilona, Paulina, Szymon, Daniel, Jerzy, Karol. Moderował Łukasz.
Temat: Skąd wiemy, że naprawdę jesteśmy zakochani.
Karol wyjaśnił, że zakochanie było tylko chwytem marketingowym, a naprawdę interesuje go skąd czerpiemy wiedzę o swoich stanach psychicznych i skąd możemy mieć pewność, że używamy właściwych słów dla ich opisania. Kiedy uczymy się coś nazywać „szklanką”, a coś innego „kubkiem”, przychodzi nam to z łatwością, bo istnieją zewnętrzne, dostępne tak samo dla nas jak dla innych przedmioty, do których możemy te nazwy zastosować (desygnaty). Możemy bezbłędnie przyswoić sobie zasady nazywania przedmiotów, obowiązujące w danym społeczeństwie i danym języku. Natomiast nasze stany psychiczne są bezpośrednio dostępne tylko nam i nie ma możliwości porównania naszych stanów psychicznych ze stanami psychicznymi innych ludzi, a tym samym nie możemy nigdy mieć pewności że mówimy o tym samym. Nie mogę mojego zakochania zestawić z twoim zakochaniem, tak jak mogę zestawić plastikowy kubek do herbaty z szklanką do piwa.
To wyjaśnienie nie zmyliło zebranych, bo zajęli się ontologią, fenomenologią i epistemologią zakochania, a nie stanów psychicznym w ogóle.
Szymon ujął sprawę behawioralnie, całkowicie pomijając możliwość introspekcji, jako bezpośredniego wglądu we własne stany psychiczne. Wiedzę o zakochaniu własnym, tak samo jak zakochaniu cudzym, powinniśmy czerpać z zewnętrznych oznak zakochania. Powinniśmy zwracać uwagę na słownictwo i zwroty, jakich używa delikwent podejrzany o bycie zakochanym (np. motyle w brzuchu, chodzenie jak kot z pęcherzem, pozamiatane). Wątpliwości zebranych czy są to zwroty, które rzeczywiście stanowią oznaki zakochania, Szymon rozwiał utrzymując stanowczo, że zakochanie wyraża się w formach dostarczonych przez kulturę. Trubadur wyraża swoje uczucia inaczej niż mieszkaniec centrum Polski w XXI wieku. W Sochaczewie jak ktoś jest zakochany, to mówi pozamiatane;). Nie ma jednych oznak stanu zakochania, bo nie jesteśmy monokulturowi. Multiculti – multilove.
Szymon, ujawniając się jako ekspert od zakochania, wskazał na najmocniejszą oznakę. Zakochanie może być niedostrzegalne, kiedy jest wszystko jest ok. Natomiast kiedy pojawiają się problemy w relacji: oddzielenie, zagrożenie dalszego trwania - to widać czy to naprawdę było zakochanie. Jeżeli mija to szybko i bezboleśnie to znaczy, że to nie to, a jak się cierpi – to zakochanie.
Oczywiście można też zrobić testy medyczne i zmierzyć poziom hormonów, takich jak dopamina i oksytocyna.
Jerzy zaproponował metodę testów. Przede wszystkim test wyboru z dwóch atrakcji – pójście z kumplami na piwo czy spotkanie z ukochaną. Im częściej będziemy wybierać możliwość spotkania z ukochaną, mając do wyboru coś naprawdę atrakcyjnego, tym większe prawdopodobieństwo że jesteśmy zakochani.
Innym testem byłoby policzenie ile razy na dobę myślimy o obiekcie zakochania czy bardziej ogólnie ustalenie jak bardzo druga osoba angażuje nasze myślenie.
Jerzy wskazał, że zakochanie powoduje upośledzenie myślenia, zaślepienie. Obiekt zakochania przesłanie nam prawie cały świat, a ponadto obraz obiektu jest nieprawdziwy, wypaczony czy ujmując delikatniej, postrzegany przez różowe okulary. Jesteśmy naprawdę zakochani, gdy utrzymujemy nieprawdziwy, przewartościowany obraz ukochanego obiektu.
Jerzy stanowczo stwierdził, że najpiękniejsze w zakochaniu jest to, że się kiedyś kończy i że można wrócić do normalnego, komfortowego życia. Zakochanie jest chorobą. Jeżeli istnieją złośliwe demony, to one nam zsyłają zakochanie, żeby się nad nami znęcać.
Daniel zastanawiał się, czym w istocie jest zakochanie, czy ma charakter bardziej biochemiczno, hormonalno-feromonalno-neurologiczny czy też psychiczny. Ta opozycja przewijała się do końca dyskusji i nie została rozstrzygnięta. Daniel zwrócił uwagę na biologiczne oznaki zakochania, które są pewniejsze niż oznaki kulturowo-językowe, o których mówił Szymon i pierwotniejsze niż zaburzenia myślenia, o których mówił Jerzy. Chodzi o takie objawy fizjologiczne jak przyspieszenie tętna, pocenie dłoni na widok obiektu, przyśpieszone bicie serca. Z drugiej strony ewidentnymi oznakami zakochania są inne, towarzyszące mu stany psychiczne, takie jak tęsknota do obiektu w przypadku rozdzielenia i to występująca prawie od razu po chwilowym choćby rozstaniu.
Powstaje pytanie czy zakochanie jest czymś jednym, co ma wiele oznak, czy też jest kompleksem tych wszystkich biologiczno- psychiczno- językowo-relacyjnych elementów.
Daniel przypomniał też trójskładnikową koncepcję miłości Sternberga (w Polsce znaną jako koncepcja Wojciszke), jako połączenia intymności (bliskości), namiętności (pasji) i zaangażowania (u Sternberga decyzji i zobowiązania). Koncepcja jest ładnie wyjaśniona w wikipedii, pod hasłem miłość. Wg Sternberga zakochanie jest pierwszą z 6 faz związku miłosnego, w której najważniejsza jest namiętność. Po niej są romantyczne początki, gdzie do namiętności dochodzi intymności, po tym faza związku kompletnego, tzn. uzupełnionego o decyzję pozostawania razem, potem faza związku przyjacielskiego, gdy wygasa namiętność, oraz związku pustego, gdy wygasa bliskość. Ostatnią fazą jest rozpad związku, gdy cofana jest decyzja pozostawania razem.
Paulina zauważyła, że pytanie o zakochanie może pojawiać się na początku lub na końcu zakochania, bo w środku nie mamy wątpliwości. Przy czym w języku polskim zakochania używa się chyba na określenie pierwszych dwóch faz (fazy czysto namiętnej i fazy intymno-romantycznej). A zatem wątpliwości co do zakochania mogą być związane z przejściami między fazowymi. Być może także kolejność faz bywa inna. Wątpliwości mogą dotyczyć decyzji czy się w to angażować, czy starać się o trwałość, bo jak to się skończy, mimo tego, że teraz jest namiętnie lub intymnie, czy odkrywać się – czyli czy wchodzić w fazę intymną, skoro wiemy, że pociąga to za sobą dalsze fazy, łącznie z rozpadem związku. Możemy też mieć wątpliwości co do namiętności i pożądania, czy je konsumować, czy nie jest na to za wcześnie. Jak się zdaje, polski model wychowania narzuca nam odwrócenie faz, to znaczy uważamy, że najpierw powinna być faza bliskości, w której namiętność jest krępowana, a potem faza rozpasanej namiętności. Są jeszcze bardziej pokręcone modele związku, propagowane przez pewne religie, które zaczynają się od decyzji, potem ma pojawić bliskość, a na końcu ma się jakoś wykrzesać namiętność.
Szymon zauważył, że wątpliwości są w każdej fazie związku, łącznie z zakochaniem. Paulina obstawała przy pewności zakochania, kiedy jest się w tym stanie. Zdaniem Pauliny idea zakochania jest ideą, której szukał Kartezjusz, czyli idę jasną, pewną i niewątpliwą, przynajmniej wtedy kiedy się jest w tym stanie.
Jerzy poparł Szymona, stwierdzając, że wątpliwości można nie mieć tylko wtedy, gdy ktoś nie zaliczył pełnego rozkwitu wszystkich faz związku, łącznie z rozpadem z hukiem.
Ilona uważała, że najmłodsze zakochania są pozbawione wątpliwości, a doświadczone wiedzą na czym polega ta choroba i jakie jest ryzyko. Ryzyko cierpienia nieszczęśliwej miłości albo może gorsze cierpienia miłości szczęśliwej, spełnionej, rozkwitłej, dojrzałej, przejrzałej i upadłej. Zdaniem Ilony kto zna ryzyko i boi się cierpienia, stara się popsuć, zahamować rozwój miłości jak najwcześniej, żeby pozbyć się ryzyka. Najlepiej na etapie zakochania.
Szymon zaczął rozważać różne wpływowe modele miłości. Jak się wydaje za prawdziwą uważamy miłość romantyczną, niespełnioną i zakończoną tragicznie. Szymon z jakiś powodów użył słowa logocentryczność. Paulina w odpowiedzi użyła słowa fallologocentryczność, lecz moderatorowi udało się rozładować zapowiadającą się kłótnię.
Szymon zastanawiał się nad elementem pytania „skąd wiemy”. Kiedy zastanawiamy się „skąd wiemy”, włączamy umysł, zastanawiamy się, obserwujemy siebie i innych, porównujemy. Być może częściej porównujemy swoje przeżycia nie z przeżyciami ludzi, których znamy ale bardziej z przykładami z literatury i filmów. Mężczyźni mogą mieć większe wątpliwości, bo nie rozmawiają między sobą o uczuciach. A rozmawianie o swoich zakochaniach z kobietami może tworzyć komplikacje, bo to wymaga intymności, a intymność może wiązać się z namiętnością itp.
Potem rozważaliśmy kwestie czysto językowe. Dlaczego właściwie mówimy Za Kochać Się W Kimś. To strasznie długo, w odróżnieniu od Pokochać Kogoś. Padła koncepcje, że przyimki ZA i W sygnalizują większy dystans niż w pokochaniu. A dlaczego ZA, a nie PO? Zakochaliśmy się, klamka zapadła, czy dokonane. Dlatego ZA.
A dlaczego SIĘ? Tu było kilka wyjaśnień. Się jest bezosobowe. Nie wiemy skąd przychodzi, w każdym razie nie z nas. Mówimy coś, bo tak SIĘ mówi, robimy bo tak SIĘ robi. Nie potrzebujemy wtedy wyjaśniać przyczyn. Tak jest też w zakochaniu., nie musimy się nikomu tłumaczyć dlaczego. Zresztą sami nie wiemy. Zakochanie spada na nas z jasnego nieba. Uważamy, że nie mamy na nie wpływu. SIĘ sygnalizuje, że zakochanie to mechanizm, automat pozawolicjonalny.
Ilona uważała, że SIĘ może także wskazywać, że obiekt zakochania jest mało istotny. Jest na tyle dla nas wart, na ile jesteśmy w nim zakochania. Lokujemy swoje zakochanie jak w banku. Ten bank czy raczej bankomat, jest dla nas tyle wart, ile wartości do niego włożyliśmy.. Tłumaczy także użycie przedimka W. Zakochałem się W kimś, a więc ulokowałem swoje uczucia (a może libido-energię sexualną) W Kimś. Dlatego ktoś z małej litery staje się Kimś. Dzięki mojej libidalnej inwestycji. Brrr. Okropna koncepcja.
Ostatnim, zbliżonym pomysłem było to, że SIĘ zastępuje dopełnienie. Jeśli mówimy: Kocham, Pokochałem, to automatycznie pytamy: Kogo? Jeśli powiemy: Zakochałem Się, to zdanie jest skończone i pokazujemy, że interesuje nas ten stan, a nie ten ktoś. Też dość paskudne.
Karol zauważył, że w naszej kulturze mamy skłonność do traktowania miłości jako obiektu od nas zewnętrznego, tworzonego przez dwie osoby lub w którym dwie osoby partycypują. Natomiast zakochanie odsyła nas niezawodnie do naszych wewnętrznych stanów psychicznych. Działa więc jak brzytwa Ockhama.
Jerzy wrócił do pytania „Skąd wiemy”. Jesteśmy wrażliwi na pochodną, czyli zmianę. Dostrzegamy, że nasz stan psychiczny się zmienił, że nasze nastroje wyglądają inaczej, nasze myśli, uczucia. Wtedy możemy się zastanowić, co spowodowało zmianę i pokusić się na znalezienie jakiegoś jednego słowa, które to opisuje. Np. zakochanie.
Zaczęliśmy się zastanawiać, czy zakochanie jest mechanizmem, automatem. Czy możemy mieć na to jakiś wpływ. Np. czy można mówić o świadomej gotowości do zakochania. A także czy i kiedy „z tego pociągu da się wysiąść”. Czy zarządzanie zakochaniem jest elementem sztuki miłości.
Karol uważał, że z zakochaniem jest jak z innymi uczuciami, to znaczy można je kontrolować dopóki są małe i nas nie zalewają. To wymaga czujności, uważnej samoobserwacji no i intencji kontrolowania. Tak samo jest z gniewem, który jeśli zauważony w porę, może być opanowany. Jeśli już „nas krew zaleje”, to nie daje się kontrolować, tylko my jesteśmy kontrolowani przez gniew.
Większość zebranych była wysoce sceptyczna co do możliwości kontroli zakochania. Co najwyżej można o tym mówić w pierwszych sekundach, no może minutach.
Paulina zauważyła, że bywa tak, że intelekt lub wyobraźnia ciągną nas w jedną stronę, a uczucia w drugą. Nie jest przesądzone co zwycięży.
Jerzy uważał, że zawsze w końcu sobie poradzimy z zakochaniem, to tylko kwestia kosztów.
Daniel zaprotestował przeciwko jednostronnie patologicznemu widzeniu zakochania jako stanu, który w końcu prowadzi do nieszczęścia. Być może tchórząc przed zakochaniem tracimy szanse na miłość.
Karol pytał, czy o wartości zakochania rozstrzyga to czy będzie z niego związek i miłość czy nie. I bardziej ogólnie, czy to dobre pytanie co z tego będzie. Czy zakochanie nie ma jakiejś wartości samoistnej.
Paulina odpowiedziała, że owszem ma. Zakochanie to 3 miesiące darmowej amfetaminy.
Szymon stwierdził, że miłość może być zbanowana przez strach. Wiemy, że to niebezpieczna gra, więc odrzucamy ja w zarodku. Tchórzymy.
Karol pytał o jeszcze jedną możliwość nieprawdziwość zakochania. Czy kiedy zakochujemy się w kimś ewidentnie do nas niepasującym („para jak z samowara”) - czy to znaczy, że uczucie jest jakoś nieprawdziwe.
Rozważaliśmy kwestie nieświadomych wzorców zakochiwania się: (i) w kimś, kto jest w naszym typie, (ii) w kimś kto jest wyłącznymi jedynym ideałem oraz (iii) wzorzec zakochania atypowego. Wydaje się, że zakochanie zaczyna się w nieświadomości. Nasza świadoma wiedza o naszym „typie” może rozmijać się rzeczywistością - kto na nas naprawdę działa. A może być tak, że jesteśmy pechowo wyposażeni w nieświadomy, niedobry dla nas wzorzec zakochania.
Ilona uważała, że zakochanie zawsze zaczyna się od chemii. Natomiast obecni na spotkaniu panowie skłaniali się raczej ku pierwszeństwu uczuć. Chemia nie prowadzi do zakochania, lecz zwykłego pożądania. Natomiast zakochanie ma charakter psychiczny, do którego może dołączyć się chemia międzyludzka.
Ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość, że zakochanie to coś absolutnie przerażającego. Staniecie twarzą twarz wobec tego przerażającego zjawiska wymaga nie lada odwagi.
Lecz cóż warte jest życie tchórzliwego niekochanka i bojaźliwej niekochanki!
Dodaj komentarz
