Aktualnie przebywasz w:

Dialog wewnętrzny

Jak ludzie myślą czyli o fenomenie dialogu wewnętrznego

Wstęp

Od pewnego czasu zastanawiam się jak ludzie myślą. Przez „jak” rozumiem formę ich, naszego myślenia. Najłatwiej dostępnym mi myśleniem jest moje własne myślenie. To jedyne myślenie, które mogę „zaobserwować” bezpośrednio. A raczej nie tyle zaobserwować, ile usłyszeć, co wyjaśnię dalej.


O tym, co myślą inni ludzie mogę próbować się zorientować z tego co piszą, co mówią i co robią. Jednak te zewnętrzne przejawy myślenia, jakkolwiek z nim związane, pozwalają uzyskać tylko pewną orientację co do pewnych treści myślenia, niewiele natomiast mówią o jego formie.


Próbowałem uzyskać wiedzę o tym jak ludzie myślą po prostu rozmawiając z ludźmi, o tym jak oni sami myślą. Dla większości pytanie „jak ty myślisz” jest zupełnie niezrozumiałe. Kiedy spotykam się z takim niezrozumieniem, być może niesłusznie próbuję wyjaśnić jak ja sam myślę. Być może niesłusznie, gdyż narzucam wtedy rozmówcy formę, w której on próbuje się odnaleźć. W ten sposób może nam umknąć to, co w zaproponowanej przeze mnie formie się nie mieści.


Jaka jest ta moja forma myślenia?

Jak ja myślę czyli o dyskursie wewnętrznym

Otóż ja myślę dyskursywne, to znaczy tak jakbym mówił, czyli po cichu, bez poruszania ustami. Po prostu mówię w myślach. To myślenie ma charakter zbliżony raczej do mówienia, nie do pisania. Ja naśladuję mówienie myśląc. Moje własne doświadczenie zaprzecza powszechnemu przekonaniu, że mówienie wynika z myślenia. Forma mojego myślenia naśladuje formę mojego mówienia.


W moim myśleniu słowa łączą się w zdania tak samo jak w mówieniu. Posługuję się słownictwem i gramatyką języka polskiego. W takim stopniu w jakim jest mi znana i dostępna.


Myślę „jednym głosem”. To znaczy nie mam jednocześnie wielu myśli. Może jakby w tle pobrzmiewają myśli, które już pomyślałem. Myślę mniej więcej w takim tempie jak mówię w rzeczywistości. Wiem, że dla niektórych to strasznie wolno. Nie mam gonitwy myśli. Nie powiedziałem jeszcze najważniejszego. Otóż ja prawie zawsze w myślach mówię do kogoś. Moim wewnętrznym interlokutorem są różne realne osoby, które kiedyś spotkałem, najczęściej niedawno, z którymi chciałbym porozmawiać. Albo z którymi spodziewam się porozmawiać w przyszłości. Te wewnętrzne rozmowy często mają charakter uzupełnienia rzeczywistej rozmowy, która niedawno się odbyła. Uzupełnienia lub zmodyfikowania. Często też są przygotowaniem do przyszłej rozmowy. Jednak różnią się do prawdziwych rozmów tym, że moim wyobrażeni wewnętrzni rozmówcy milczą. To ja do nich mówię. Czy jestem zadowolony z milczenia wewnętrznych rozmówców?


Cóż, wydaje mi się to naturalne, że moi wewnętrzni rozmówcy milczą. Myślę o nich jako rozmówcach, lecz przecież oni są tylko słuchaczami. Niereagującymi słuchaczami. Milczącymi słuchaczami, którzy ani nie potwierdzają, tego co mówię, ani nie kwestionują. Teraz jak o tym myślę wydaje mi się, że ci moi słuchacze są słuchaczami milczącymi życzliwie. Właściwie teraz wyobrażam sobie ich życzliwy, akceptujący uśmiech.


Elementy myślenia niedyskursywnego

Ostatnia uwaga wskazuje, że nie całe moje myślenie ma charakter wewnętrznego monologu bezgłośnie wygłaszanego do wyobrażonego życzliwego słuchacza.


Może mieć także formę wspominania wewnętrznych rozmów. Ściślej rzecz biorąc był to taki rodzaj wspominania, który tworzy agregat czy raczej abstrakt pewnego aspektu wspomnień wewnętrznych rozmów. Myślałem o moich wyobrażonych rozmówcach i poszukiwałem ich nastawienia do mnie jak wewnętrznego monologanta. To nie było myślenie dyskursywne, myślenie słowami. To było tak jakbym wspominał realne osoby, tak jak je widziałem. To było myślenie jakby obrazami, a dokładniej myślenie polegające na „obrobieniu” pewnej ilości wewnętrznych obrazów w celu stworzenia jednego spójnego obrazu. Przebiegłem w myślach pewną ilość obrazów moich rozmówców i stworzyłem sobie z tych obrazów konkretnych wyobrażonych rozmówców wyabstrahowany obraz jednego ogólnego życzliwego rozmówcy. Przy czym należy dodać, że są to jakby obrazy, gdyż moi rozmówcy nie mają konturów, barw, szczegółów. Są jakby czystymi osobami. Wyobrażonymi abstraktami realnych osób. Okazało się, że nie do końca czystymi abstraktami, skoro można jeszcze ze wspomnienia ciągu tych abstraktów wewnętrznych słuchaczy wyabstrahować ich wspólne nastawienie.


To abstrahowanie jest jednym z elementów myślenia niedyskursywnego, niezbędnego dla myślenia dyskursywnego. Takich elementów jest z pewnością więcej, jednak nie będę się nimi zajmował w tej pracy. Chodziło mi jedynie o pokazanie, że myślenie dyskursywne jest częścią mojego myślenia, przeze mnie samego jak się wydaje najłatwiej obserwowalnego.


Obserwacja własnego myślenia

Dotychczasowe rozważanie na temat formy mojego myślenia oparte jest na obserwacji własnego myślenia. Obserwacji, a następnie przywoływaniu wspomnień tego jakby wewnętrznego obserwatora. Czy raczej wewnętrznego słuchacza.


Istnienie czy raczej aktywność tego wewnętrznego słuchacza jest warunkiem niezbędnym rozważania własnego myślenia. Aktywność w tym sensie, że wewnętrzny słuchacz musi aktywnie, intencjonalnie słuchać dyskursu wewnętrznego, by mógł się on stać przedmiotem rozważania. Wydaje mi się, że mój wewnętrzny słuchacz nie zawsze jest aktywny. Możliwe są dialogi wewnętrzne, które nie są na bieżąco nadsłuchiwane. Być może funkcja wewnętrznego obserwatora jest jedna i w danym momencie wewnętrzny obserwator może koncentrować swoją uwagę na różnych aspektach życia wewnętrznego. Być może dysponujemy jedną funkcją obserwowania świata zarówno zewnętrznego jak i wewnętrznego i możliwy jest do pewnego stopnia podział uwagi obserwatora pomiędzy świat wewnętrzny i zewnętrzny oraz pomiędzy różne aspekty „obu” światów. Kilka dni temu, gdy odwoziłem syna do szkoły i myślałem o życiu wewnętrznym oraz zajmowałem się obserwacją tego myślenia, w mniejszym chyba stopniu zajęty byłem zmianami sytuacji na drodze i spowodowałem niewielką stłuczkę.


Wracając do obserwacji własnego myślenia powstaje pytanie czy należy myśleć o funkcji obserwacji myślenia czy o funkcjonariuszu, czyli wewnętrznym obserwatorze myślenia.


Podstawowe podmioty wewnętrznego dyskursu

Wydaje mi się użyteczne myślenie o życiu wewnętrznym, a w szczególności o myśleniu dyskursywnym w kategoriach form myślenia, procesów myślowych i podmiotów tego myślenia. Dotychczasowa rozważania pozwalają zidentyfikować kilka istotnych podmiotów wewnętrznego dyskursu. Na razie mówimy o moim wewnętrznym dyskursie.


Najważniejszym podmiotem mojego wewnętrznego dyskursu jestem ja jako wewnętrzny monologant. Drugim podmiotem jest nie będący mną wyobrażony wewnętrzny słuchacz. Trzecim podmiotem jest obserwator wewnętrznego dialogu czy raczej jego nadsłuchacz. Wydaje mi się, że użycie terminu „nadsłuchacz” dobrze oddaje jego funkcję. Znajduje się on jakby na drugim piętrze dialogu wewnętrznego. Jest nade mną jako mologantem oraz nad wyobrażonym słuchaczem. Obserwuje zarówno mnie jako monolog anta, jak i wyobrażonego wewnętrznego słuchacza. Przede wszystkim jednak słucha i zapamiętuje. Wewnętrzny nadsłuchacz jest w tym sensie mną, że mam dostęp do jego wspomnień.


Wewnętrzna selekcja i ocena

Muszę wyjaśnić, że w tym momencie piszę nie z poziomu wewnętrznego nadsłuchiwacza ale wewnętrznego monolganta. Pisząc zapisuje swoje myśli, które są taką powolną, urywaną przemową do adresata tego tekstu.


Sytuacja, w której myślę tak jakbym mówił i zapisuje część swoich myśli, jest sytuacja szczególną. Oczywiście na to co następnie pomyślę ma wpływ to co pomyślałem do tej pory, jednak jak się wydaje większy wpływ ma to co zapisałem. Nie dlatego, żebym czytał to co piszę, może raczej rzucam okiem. To dlatego, że pamiętam do pewnego stopnia co napisałem. A to co napisałem jest pewnym wyborem moich myśli. Wyborem, któremu staram się nadać pewna płynność i spójność, choć zdaję sobie sprawę, że niekoniecznie takie wrażenie zrobią w czytaniu.


W tym miejscu powstaje pytanie czy w tej formie myślenia, o której teraz myślę, czyli moim typie dialogu wewnętrznego nie zachodzi analogiczny proces jak w pisaniu, to znaczy wybierania, selekcji części myśli. Chodzi mi o to, czy wewnętrzny monologant mówi to, co zostało już jakoś wybrane.


Jak już napisałem, dominujący dla mnie typ myślenia przebiega w formie charakterystycznej dla mówienia. Ja nie prowadzę wewnętrznych kłótni i moim wewnętrznym rozmówcom „mówię co myślę”. Tak mi się wydaje. Jednak przecież w rzeczywistości nasze mówienie jest pewnym wyborem z wielu różnych wariantów.


Inaczej mówiąc, chodzi o to, czy ja się staram w moich wewnętrznych rozmowach. Czy to co do kogoś mówię w myślach jest ot taką bezładną gadaniną wszystkiego „co mi przyjdzie na myśl”?


Teraz wydaje mi się, że jestem wewnętrznie szczery wobec moich rozmówców. Jakkolwiek bycie szczerym w rozmowach realnych jest dla mnie ważne, to jednak wydaje mi się, że w rozmowach wewnętrznych jestem bardziej szczery. To chyba normalne, gdyż nie muszę się obawiać reakcji rozmówcy, nie muszę uwzględniać konsekwencji tej rozmowy.


No i w realnych rozmowach słuchacz musi mieć jakiś powód, żeby mnie słuchać. Np. muszę jakoś przyciągnąć jego uwagę, strać się zaciekawić rozmówcę, przyciągnąć i utrzymać jego uwagę na czas konieczny do tego bym powiedział to co mam do powiedzenia.


Tego problemu nie ma w wewnętrznej rozmowie. Nie muszę w takiej rozmowie być błyskotliwy, mogę dowolnie przynudzać.


Teraz być może włączył się inny wewnętrzny podmiot, który nie jest czystym, niezaangażowanych nadsłuchczem. Wydaje się, że przed chwilą ujawnił się w tym tekście inny typ wewnętrznego podmiotu, która ma emocjonalne nastawienie do tego co się dzieje w moich myślach, do mnie samego i chyba także do świata.


W myślach pojawiło mi się teraz kilka dygresji, z których chyba powinienem zrezygnować, by móc ciągnąć problem formy procesów myślowych i podmiotów wewnętrznych, w tych procesach uczestniczących.


Pisząc o „włączeniu” się innego typu podmiotu wewnętrznego, a wcześniej o pisaniu z „poziomu” ja monologującego, a nie ja nadsłuchującego, wywołałem być może przedwcześnie problem współpracy i wzajemnych powiązań podmiotów wewnętrznych. Może napiszę o tym później.


Żeby jednak kontynuować proces identyfikacji podmiotów wewnętrznych, wydaje się, że należy przyjąć, że istnieje wewnętrzny selektor treści wyrażanych w konkretnym dyskursie wewnętrznym.


Wewnętrzny selektor jest dla mnie niewidoczny. Czy raczej jest niewidoczny dla wewnętrznego nadsłuchacza. Wydaje się, że taka funkcja musi istnieć, funkcja analogiczna do selekcji treści wygłaszanych w dyskursie zewnętrznym. Na tym etapie mojego życia wewnętrznego wewnętrzny selektor jest prawdopodobną hipotezą, nie dostępną bezpośredniej weryfikacji „naocznej”. Naocznej w sensie naoczności wewnętrznej. Czy też w mojej terminologii raczej nauszność wewnętrznej. Sądzę, że należy go nazywać preselektorem, gdyż nie selekcjonuje on tego co słyszalne i widzialne dla wewnętrznego nasłuchacza, ale tego co niewidoczne i niesłyszalne.


Natomiast bardziej widoczny jest wewnętrzny oceniacz. Chodzi to o funkcje oceniania życia wewnętrznego, w tym dyskursu wewnętrznego. Podobnie jak w przypadku wewnętrznego obserwatora wydaje mi się, że wewnętrzny oceniacz nie specjalizuje się wyłącznie w ocenianiu wewnętrznego dyskursu, lecz zajmuje się stałą oceną całości życia wewnętrznego i chyba także mojego życia zewnętrznego, a także świata zewnętrznego (innych ludzi, wydarzeń itp.). Podobnie jak w przypadku wewnętrznego obserwatora, uwaga wewnętrznego oceniacza może skupiać się lub rozkładać na różnych aspektach życia wewnętrznego. Mam też wrażenie, że w moim przypadku ocenianie zarówno świata wewnętrznego jak i zewnętrznego jest jedną funkcją. A zatem przyjmuję, że mam jednego oceniacza i chyba także jednego obserwatora do spraw świata wewnętrznego i zewnętrznego. Choć pewnie ten jeden oceniacz nie ocenia tak samo spraw życia wewnętrznego i zewnętrznego.


Nadsłuchiwacz wydaje się być emocjonalnie niezaangażowany ale czujny. Natomiast oceniacz jest emocjonalnie zaangażowany. Co więcej ma zdolność przejmowania kontroli nad monologującym ja.


Np. kiedy mojego oceniacza zirytuje sytuacja na drodze, przejmuje kontrolę nad monologującym wewnętrznie ja, i głośno oraz w słowach niewybrednych wyraża swoją dezaprobatę. Następuje przy tym przerwanie wewnętrznego dialogu. Wewnętrzny obserwator rejestruje przejęcie kontroli przez gwałtownego oceniacza. Wydaje się jakby sama rejestracja przejęcia kontroli nad ja powodowała wycofanie się wewnętrznego oceniacza i możliwość powrotu spokojnego dyskursu wewnętrznego.


Wielość podmiotów wewnętrznych

Na tym etapie rozważań mogę już chyba ujawnić, że moja analiza jest stronnicza, gdyż jest wymierzona w przekonanie o jedności, stałości, ciągłości ja.


Większość z nas ma takie poczucie, czy raczej przekonanie, że jesteśmy ciągle tą samą osobą, że mamy stałą tożsamość. Nie chciałbym tu zajmować się tym, skąd się bierze takie przekonanie. Jednak utrzymywanie takiego przekonania utrzymuje się moim zdaniem dzięki niedokładności oraz stronniczości samoobserwacji. Jeżeli obserwujemy jakieś nieciągłości w naszym zachowaniu, w starciu z przekonaniem o stałości jedności i ciągłości ja, wszystkie te nieciągłości, odstępstwa, dewiacje wyjaśniamy sobie sami w sposób podtrzymujący przekonanie o jedyności i stałości ja. A zatem mówimy:

coś mnie napadło, nie byłem sobą, jakaś chandra mnie dopadła, urwał mi się film, nie myślałem tego co powiedziałem, przepraszam, nie chciałem tego powiedzieć, nie chciałem cię uderzyć…


Wydawać by się mogło, że to po prostu konwencje językowe. Jednak moim zdaniem wyrażają one i służą podtrzymywaniu złudzenia jedności i stałości ja.


Zastanawiam się, czy praktyka wewnętrznego dialogu ma związek z strukturą i relacjami wewnętrznych podmiotów. Przez podmioty wewnętrzne rozumiem wewnętrznego monologanta, słuchacza, nadsłuchacza, oceniacza i być może preselektora oraz inne podmioty, dotychczas nie ujawnione.


Czy to w jaki sposób myślę ma wpływ na moją wewnętrzną strukturę? Czy moja wewnętrzna struktura ma wpływa na moje myślenie? Jaki charakter ontologiczny mają podmioty, które ujawniają się w myśleniu o myśleniu? Czy myśląc o swoim myśleniu odkrywam jakieś byty czy też je konstruuję?


Myślę, że w obserwacji własnego życia psychicznego zarówno odkrywamy jak i konstruujemy wewnętrzne podmioty. Ja naprawdę odkrywam sposób w jaki myślę. „Rzeczywiście” myślę w formie wewnętrznego monologu adresowanego do milczących wyobrażeń rzeczywistych ludzi. Tego mogę być pewien. Jednak czy rzeczywiście istnieje nadsłuchacz, oceniacz, wybieracz i inni bohaterowie wewnętrznego dialogu? Czy użyteczne jest przyjmowanie ich istnienia?


Czy mogą mieć w pewnym sensie odrębne osobowości? Odrębne pamięci, cele, wartości?


Czy intencjonalne koncentrowanie się na pewnych procesach wewnętrznych może spowodować powołanie do życia, czy też uaktywnienie lub stabilizację jakiegoś wewnętrznego podmiotu? Myślę, że tak być może. Sądzę, że o ile wszyscy mamy wewnętrznego monolog anta, preselektora i oceniacza o tyle funkcja wewnętrznego obserwatora czy też nadsłuchiwacza może być nieaktywna lub przynajmniej nieuważna. Być może funkcja wewnętrznego obserwatora może pojawić się naturalnie, jednak by się utrwalić, musi być intencjonalnie podtrzymywana.


________________________________________________________________________________
Typy dialogu wewnętrznego czyli jak myślą inni ludzie

W tym miejscu chciałbym zostawić na jakiś czas moje własne życie wewnętrzne i przejść do zasygnalizowania innych niż mój typów dyskursu wewnętrznego. Na podstawie rozmów z różnymi ludźmi ustaliłem, że dialogi wewnętrzne mogą mieć nieco różne formy. Najwięcej wiem o tym typie dialogu wewnętrznego jaki sam praktykuję, czy monologu do milczącego wyobrażonego realnego słuchacza. Większość ludzi, którzy odpowiedzieli na moje pytania o dialog wewnętrzny również mówi w myślach do milczącego słuchacza. Milczącego, nigdy nie odzywającego się, biernego słuchacza. W nielicznych przypadkach słuchacz odzywa się, choć nie udało mi się dowiedzieć o tym zbyt wiele. W dwóch przypadkach nie naciskałem, gdyż nie jestem psychiatrą ani psychoterapeutą, a miałem wrażenie, że mam do czynienia z osobowościami schizoidalnymi. Będę jeszcze rozmawiał o tym z ludźmi, jednak wydaje mi się, że można przyjąć, że w normalnym czy też podstawowym typie dialogu wewnętrznego wewnętrzny słuchacz milczy.


Większość ludzi mówi także do wyobrażenia realnych osób, jednak niektórzy ludzie mówią do osób przez siebie wymyślonych. Tu także miałem problem, żeby dowiedzieć się czegoś konkretniejszego o tym wymyślaniu osób. Przy czym miałem wrażenie, że jedna z osób, która mówi zarówno do wyobrażeń realnych osób jak i wymyślonych przez siebie jest zupełnie normalna, a druga miała poważne trudności w rozmawianiu z realnymi ludźmi.


Nieliczni mówią do przedmiotów, rozmawiają ze zwierzętami, drzewami itp. Wielu właścicieli psów mówi do swoich psów, lecz zwykle nie są to rozbudowane konwersacje. Bardzo często dzieci mówią do swoich misiów czy lalek.


Można się zastanawiać czy słuszne jest zaliczanie takich rozmów do dialogu wewnętrznego. Chodzi bowiem o głośne lub w myślach mówienie do realnych, a nie wyobrażonych przedmiotów (lub zwierząt). Równie często, a może nawet częściej niż właściciele psów do swoich psów, a dzieci do swoich misiów i lalek, osoby wierzące mówią coś do swojego Boga. Niektórzy mówią na głos ale chyba większość mówi w myślach. Nazywamy to modlitwą, jeśli ma to formę prośby, podziękowania, wyrażenia ufność, oddania, a złorzeczeniem lub bluźnierstwem, kiedy zgłaszamy do Boga jakieś poważne zastrzeżenia. Przy czym rozmowy z Bogiem nacechowane silnymi negatywnymi emocjami przeprowadzamy raczej głośno.


Niektóre osoby wierzące twierdzą, że Bóg im odpowiada. Jak powiedziała mi całkowicie zdrowa psychicznie katoliczka, w przypadkach szczególnego skupienia modlitewnego po swoich długich monologach uzyskuje krótką odpowiedź Boga, np. dotyczącą tego co powinna zrobić.


W przypadku niektórych świętych jak wiemy wypowiedzi Boga były dłuższe. Choć z tego co wiem, nawet w przypadku świętych i mistyków Bóg okazuje się bardziej milczącym rozmówcą niż wewnętrzny monologant.


Poza nielicznymi i z reguły krótkimi odpowiedziami Boga Ojca, Jezusa czy Matki Boskiej, aktywne wypowiedzi podmiotów wewnętrznych różnych od ja zdarzają się w rozmaitych chorobach i zaburzeniach psychicznych. Są to aktywne wewnętrzne głosy wyzywające, przeklinające, złorzeczące. Zdarzają się np. ludziom wyglądających na zdrowych ze skłonnością do depresji. Różnica między osobą zdrową a chor bywa definiowana w ten sposób, że osoba zdrowa wie, że te głosy są elementem jej myślenia, a chora bierze je za wytwór zewnętrzny, niezależny od niej. Niektóre osoby we śnie lub na jawie słyszą opiekuńcze głosy swoich zmarłych rodziców. I w tym wypadku znów nic nie wskazuje na chorobę psychiczną. Biorąc więc pod uwagę, że np. księża twierdzą, że usłyszeli nieproszony głos Boga wzywający ich do kapłaństwa, a którzy wcale nie sprawiają wrażenia chorych psychicznie, należy uznać, że choć normalnym ludziom z reguły nikt nie odpowiada w ich wewnętrznych rozmowach, to ani przypadki odpowiedzi wewnętrznego rozmówcy ani nieproszonych jego wypowiedzi nie powinny być traktowane zawsze jako przypadki chorobowe. Rozstrzygająca dla tego czy należy leczyć się ze słyszenia głosów wydaje się być kwestia czy to głos wspierający i użyteczny czy też uciążliwy, krytyczny, przerażający.


W rozważaniach na temat dialogu wewnętrznego należy także uwzględnić pewien typ rozmowy wewnętrznej, która ma z reguły charakter krótkiej nieproszonej wypowiedzi zdecydowanie krytycznej, czasem przeradzającej się w uporczywą dłuższą krytykę, zwłaszcza jeśli nie chcemy z tym głosem wejść w jakiś sensowny dialog. Mam na myśli głos sumienia. W tym jednym przypadku niesłyszenie czy brak wewnętrznego, niezależnego od ja głosu niektóre społeczeństwa traktują jako patologię (socjopatię, psychopatię czy niedorozwój moralny).


Na koniec rozważania typów dialogu wewnętrznego chciałbym wspomnieć o duszku Geniu, z którym rozmawiał mój kilkuletni syn. Jurek uważał duszka Genia za byt realny, przyjacielski i wspierający. Sądziłem, że Duszek Genio to Eugeniusz czyli dobry duch. Jednak potem przeczytałem u Agambena o Geniuszu jako rzymskim bóstwie indywidualnym, będącym poza dobrem i złem, mającym dziwne zachcianki, których niespełnienie groziło obrazą i odejściem Geniusza. Zrozumiałem, że Genio Jurka był właśnie taki, poza dobrem i złem, przyjacielski i pomocny ale kapryśny. Agamben twierdzi, że większość z nas traci zdolność rozmowy ze swoim Geniuszem, za co płacimy utratą indywidualnych talentów.


Śmierć Boga jako kryzys pewnego typu dyskursu wewnętrznego

W kulturze chrześcijańskiej Bóg (ewentualnie inne osoby boskie, Maryja czy święci) są gotowymi wyobrażeniami rozmówcami wewnętrznym podsuwanymi przez otoczenie. Myślę, że utrata gotowego wyobrażenia wewnętrznego rozmówcy może być przeżywana jako śmierć Boga. Jeżeli modlitwa jest jedynym znanym komuś typem rozmowy wewnętrznej, takiej w której rozmówca wie o nas wszystko, akceptuje nas, wręcz kocha nas jak ojciec, któremu wszystko możemy powiedzieć, który zawsze nas zrozumie, to przeżycie utraty takiego rozmówcy jest naprawdę wielką stratą i zasadne jest mówienie o śmierci Boga. Warunkiem możliwości tego jedynego dostępnego typu rozmowy wewnętrznej jest wiara w realne istnienie Boga i to osobowego, bo przecież tylko z osobą można rozmawiać. Bóg jako tylko pierwsza przyczyna czy transcendentny prawodawca niewiele nam się przydaje. My potrzebujemy prawdziwego wewnętrznego rozmówcy. I to nie byle jakiego.


Modlitwa jest takim typem rozmowy wewnętrznej, w której nawet milczący rozmówca, jest jednak „nad nami”. W większości znanych mi typów rozmowy wewnętrznej, poza modlitwą, nasi wewnętrzni rozmówcy są „pod nami”. Mamy nad nimi przewagę, możemy im powiedzieć co zechcemy, jesteśmy od nich mądrzejsi. Wielu moich realnych rozmówców, mówiło mi, że ogrywa się na swoich wyobrażonych wewnętrznych rozmówcach za to, co zrobiły im realne osoby, będące podstawą wyobrażeń.


Wydaje mi się, że taki Nadrozmówca jak Bóg jest nie do przecenienia. Bowiem przyzwyczajenie do górowania nad wewnętrznymi rozmówcami możemy bezzasadnie przenosić na stosunki realne. Lub przeciwnie, być wobec realnych rozmówców zawsze uległym, a równowagę zapewniać sobie przeważając w rozmowach wewnętrznych. Ostatnio słyszałem, że G.W. Bush powiedział, że jest zadowolony z wojny z Irakiem i z tego, że rozkazał torturować jeńców. A czuje się zadowolony i usprawiedliwiony, bo dużo się modlił, a Bóg nie zakwestionował jego działań.


Nie tylko Bush jest przykładem niebezpieczeństw pewnych form dialogu wewnętrznego.

Myślę, że ja sam za dużo myślę w formie charakterystycznej dla mnie, czyli w rozmowie z biernym, milczącym, podporządkowanym mi rozmówcą. Obawiam się, że doświadczenie z rozmów wewnętrznych przenoszę w świat realny. Mam skłonność zamieniania rozmowy w moje kilkuminutowe przemowy. Oczekuję, że będę wysłuchany tak, jak robią to moi wewnętrzni rozmówcy.


Myślałem, że może powinienem uaktywnić moich wewnętrznych rozmówców. Wsłuchać się w to co mają do powiedzenia. Jednak boje się, że w ten sposób doprowadzę do schizoidalnego rozszczepienia mojej osobowości. Może jakimś rozwiązaniem byłoby pisanie dialogów. Jednak chyba nie potrafię wystarczająco zróżnicować osób dialogu pisanego. Chyba pozostaje mi trud rozmawiania z realnymi ludźmi, aby zrównoważyć szaleństwo wewnętrznego dialogu.


________________________________________________________________________________
Różnice pomiędzy dialogiem wewnętrznym a zewnętrznym

Dla uchwycenia istoty dialogu wewnętrznego niezbędnie jest odróżnienie go od dialogu zewnętrznego. Przechodząc od razu do rzeczy chciałbym wskazać na jedną podstawową i oczywistą różnicę. Otóż w dialogu wewnętrznym nie ma niezależnego od nas interlokutora. Pozostałe różnice wynikają z tej zasadniczej różnicy.


Jakkolwiek w pewnych typach dialogu wewnętrznego istnieją aktywni wewnętrzni interlokutorzy (niektórzy z nas słyszą głos Boga, głos sumienia czy intuicję) , z których niektórzy są aktywni wbrew nam (wrogie głosy w chorobach psychicznych) i wydaje się, że mogą dostarczać wypowiedzi, impulsów, inspiracji przekraczających treści dostępne naszemu wewnętrznemu monologantowi, to jednak stanowczo uważam, że ta względna niedostępność wynika z uprzedniego oddzielenia tych treści psychicznych od naszego monologującego ja. Nie będę się tutaj zajmował analizowaniem przyczyn takie oddzielenia czy rozszczepienia. Na poziome analizy przeprowadzanej w tym tekście można przyjąć, że mój pogląd ma charakter tezy matapsychicznej. Moim zdaniem nie istnieją niezależni od nas żadni wewnętrzni rozmówcy i żadne wewnętrzne podmioty. Jednak od jakich nas mieliby być oni niezależni? Skoro mogą istnieć niezależnie od naszego wewnętrznego monologanta, to zmusza nas to do przyjęcia istnienia podmiotu, z którym moglibyśmy się w pełni utożsamić, innego od naszego monologującego ja. Możemy chyba ten podmiot nawać osobą, jako że obejmuje wszystkie pozornie osobne podmioty wewnętrzne.


Zatem dialog wewnętrzny różni się od dialogu zewnętrznego tym, że w dialogu wewnętrznym uczestniczą różne partykularne podmioty wewnętrzne, lecz nie uczestniczą totalnie różne osoby.


Zewnętrzny dialog międzypodmiotowy a zewnętrzny dialog międzyosobowy

Przeprowadzona inspekcja podmiotów wewnętrznych połączona z przekonaniem o mojej niewyjątkowości skłania mnie do przypuszczenia, że zjawisko wielości podmiotów wewnętrznych jest zjawiskiem powszechnym. A zatem przypuszczam, że różni ludzi mają wiele różnych podmiotów wewnętrznych. Niektórzy z nas nie mają pewnego typu podmiotów wewnętrznych. Mówimy „ty chyba Boga w sercu nie masz”, „ona zupełnie nie ma sumienia”, „ten facet jest chyba całkiem pozbawiony intuicji”. Wydaje mi się, że do rzadkości należy np. wewnętrzny obserwator. Brak wewnętrznego obserwatora sprawa, że zjawisko wielości podmiotów wewnętrznych jest dla nas zupełnie niedostrzegalne, natomiast może być dostrzegalne pośrednio z zewnątrz, przez obserwowanie, że kontrolę nad zachowaniem naszego realnego interlokutora przejął zupełnie inny podmiot wewnętrzny. On sam może tego nie dostrzegać, z powodu braku istnienia czy braku wyczulenia wewnętrznego obserwatora na problem wielości podmiotów wewnętrznych.


Przyjmując metapsychiczne przekonanie o istnieniu wielości podmiotów wewnętrznych u wszystkich (lub większości ludzi), przyjmuję także przekonanie o możliwości przejmowania kontroli nad nami (nad naszym zachowaniem) przez różne z tych wewnętrznych podmiotów. Może być tak, że w dialogu zewnętrznym z jakąś konkretną osobą, kontrolę nade mną, jako uczestnikiem dialogu, sprawuje jeden z moich wewnętrznych podmiotów. Wydaje mi się, że w moim wypadku przeważne jest to mój wewnętrzny monologant. Mój wewnętrzny nadsłuchacz być może zajmuje się nadsłuchiwaniem całego dialogu, zarówno moich wypowiedzi jak i wypowiedzi realnego rozmówcy.


W dialogu zewnętrznym pojawia się problem udzielania głosu. Kto ma się zajmować udzielaniem głosu? Wydaje się, że jest tu potrzebny kolejny podmiot wewnętrzny, który nie miał okazji się wykształcić w dialogu wewnętrznym, przynajmniej mojego typu, czyli moderator dialogu. Mój moderator dialogu udziela głosu mojemu wewnętrznemu monologantowi, by sobie pomonologował na głos. Powinien także w odpowiednim momencie powstrzymać wewnętrznego monologanta i udzielić słuchu wewnętrznemu słuchaczowi. Jednak ja nie mam kontroli nad moimi wewnętrznymi słuchaczami, bo oni są tylko abstrakcyjnymi wyobrażeniami. Zatem pozostaje wewnętrzny nadsłuchacz, który wraz z wewnętrznym monologantem musi podlegać nadzorowi wewnętrznego moderatora.


Jasne jest, że podobne problemy ma mój rozmówca. Dochodzi do konfliktów, nachodzenia na siebie monologantów mojego i rozmówcy, konfliktów moderatorów (np. obaj włączają słuchaczy i nikt nie mówi lub obaj włączają monologantów, a słuchacze nie wiedza kogo słuchać).


To tylko formalne konflikty pojawiające się w dialogu zewnętrznym, których z reguły nie ma w dialogu wewnętrznym. Z reguły, tzn. wtedy gdy wewnętrzne podmioty ze sobą współpracują lub po prostu nie są porozdzielane, co chyba także jest możliwe.


Oprócz konfliktów formalnych w dialogu zewnętrznym pojawiają się konflikty czy raczej kolizje treściowe.


Realna osoba wchodząca ze mną w dialog może się ze mną nie zgadzać, może kwestionować moje wypowiedzi, może zaskakująco je interpretować, może nie rozumieć, zadawać pytania.


Możliwość zaskakujących interpretacji naszych wypowiedzi każe zadać pytanie, czy w dialogu wewnętrznym występuje wewnętrzny interpretator. Czy mogę potraktować wypowiedzi mojego wewnętrznego monolaganta jak zewnętrzny tekst? Obawiam się, że nie mam wyćwiczonej tej funkcji. Wydaje się jednak, że istnie możliwość podjęcia intencjonalnej praktyki wewnętrznej kwestionowania, zadawania pytań i interpretowania wypowiedzi wewnętrznego monologanta. Może to ma coś wspólnego z myśleniem filozoficznym.


Skoro potrafię kwestionować, uzupełniać, dopytywać, interpetować cudze wypowiedzi, to czemu nie mógłbym tego robić z własnymi? Do pewnego stopnia wydaje się to możliwie. Jednak w moim wypadku problem w takiej wewnętrznej praktyce polega na tym, że mój wewnętrzny monolgant mnie za bardzo nie zaskakuje. Nie zaskakuje mnie, bo w zasadzie się z nim utożsamiam. Ze względu na poprawę jakości dialogu wewnętrznego wskazana wydaje się możliwość odtożsamienia się z naszym wewnętrznym monologantem.


Śmierć wewnętrznego monologanta

Najpierw zadałem sobie pytanie nieco delikatniejsze od możliwego do zadania. Czy mogę odtożsamić się z moim wewnętrznym monologantem? Pytanie ostrzejsze brzmiałoby by „czy mogę zabić wewnętrznego monologanta”. Skoro możliwa jest śmierć Boga jako pewnego typu wewnętrznego rozmówcy, to dlaczego nie byłaby możliwa śmierć wewnętrznego monologanta, a przynajmniej jego detronizacja. A nawet jeśli byłoby to możliwe, to jak i dlaczego to robić?


Jeśli chodzi o cel przynajmniej detronizacji wewnętrznego monolganta, to wydaje się wynikać już jasno z poprzednich rozważań, na temat różnic dialogu wewnętrznego i zewnętrznego. Dialog zewnętrzny czy też dialog międzyosobowy ujawnił swe niepodważalne zalety w stosunku do dialogu wewnętrznego czy też międzypodmiotowego. Przede wszystkim jest to możliwość bycia zaskoczonym, zainspirowanym, zakwestionowanym, uzupełnionym, dopełnionym. Dialog międzyosobowy daje możliwość uzupełnienia naszych braków, których nigdy nie może zapełnić dialog wewnętrzny.


Zatem, jakkolwiek wydaje się, że w dialogu wewnętrznym można rozwinąć pewne umiejętności przydatne w sztuce dialogu międzyosobowego, to jednak pewne umiejętności dialogiczne są do nabycia tylko w dialogu międzyosobowym, a nawyki wyniesione z dialogu wewnętrznego wręcz przeszkadzają w dialogu zewnętrznym.


Jak zatem zdetronizować wewnętrznego monolganta?
Medytacja jako modyfikacja struktury podmiotów wewnętrznych

Może nie powinienem tego uprzedzać tytułem rozdziału, jednak uważam, że struktury podmiotów wewnętrznych „krystalizują się” nam w nieintencjonalnych praktykach wewnętrznych i mogą być korygowane zarówno przez inne praktyki nieintenconlane, a także przez intencjonalne. Nie jest przy tym istotne, czy zamierzamy skorygować strukturę i relacje naszych wewnętrznych podmiotów. Ważne czy i jak działa dana praktyka.


Jak wspomniałem wyżej, wiele osób zdaje się nie posiadać funkcji wewnętrznego obserwatora czy też nadsłuchacza. Wydaje mi się wątpliwe, by funkcja taka mogła się wykrystalizować bez jakiejś formy praktyki medytacyjnej. Jedną z przeszkód wykształcenia wewnętrznego obserwatora jest przekonanie, że już się taką funkcję posiada. Ludzie zwykle twierdzą, gdy ich się o to zapyta, że oni przecież cały czas obserwują siebie. Jednak wydaje mi się, że mylą przy tym zjawisko refleksji ze zjawiskiem bieżącej obserwacji własnego życia psychicznego. Różnica, gigantyczna, polega na tym, że w refleksji świadomość po prostu zwraca swoją uwagę na to co już się wydarzyło. Wewnętrzny reflektor zawsze jest spóźniony. Chodzi natomiast o wyposażonego w genialny refleks wewnętrznego obserwatora. Dobrze, gdy wewnętrzny obserwator pracuje w czasie rzeczywistym. Tylko wewnętrzny obserwator pracujący w czasie rzeczywistym otwiera pewne możliwości kontroli swoich procesów psychicznych, np. dostrzegania kiełkującego się gniewu, zanim nas krew zaleje. Mówię o tym teoretyczne, gdyż w najlepszym razie mój wewnętrzny obserwator przynajmniej czasami przysypia i nie zauważa czegoś istotnego lub zauważa z opóźnieniem.


Wykształcenie prawdziwego wewnętrznego obserwatora daje możliwość przesunięcia centrum osobowości z wewnętrznego monologanta do wewnętrznego obserwatora. Nie jestem pewien czy to zawsze dobre. W niektórych zaleceniach medytacyjnych mówi się o obserwowaniu własnych myśli jak obłoków na niebie. Wtedy myśli nie są głosem mnie, jako wewnętrznego monologanta, lecz stają się niewielkimi, bezosobowymi wydarzeniami, a nie aktami.


Dla myślenia zachodniego brzmi to jak ciężka obraza i dewastacja życia intelektualnego. John Dewey w Jak myślimy? podkreśla, że prawdziwe myślenie to myślenie świadomie kierowane, a myślenie polegające na tym, że do głowy nam przychodzi to to a to owo to cecha ludzi głupich i tępych.


Ja nie kwestionuję zalet myślenia kierowanego, metodycznego. Nawiasem mówiąc osiągniecie takiej jakości dyskursu wewnętrznego wymaga zdaje się dodatkowego podmiotu wskazującego kierunek myślenia. Jednak pewne praktyki medytacyjne pozwalają chwilowo uciszyć wewnętrznego monologanta i pozwalają poćwiczyć i być może uelastycznić różne funkcje i relacje wewnętrznych podmiotów. Zaawansowane praktyki medytacyjne zmierzają, jak się zdaje, do likwidacji wielości podmiotów i funkcji wewnętrznych i do całkowitego wygaszenia dialogu wewnętrznego, lecz ja nie mam takich ambicji.


Inne modyfikacje dyskursu wewnętrznego

Medytację można traktować jako jedną z możliwości wewnętrznej modyfikacji dyskursu wewnętrznego. Chciałbym teraz zwrócić uwagę na kilka innych możliwości modyfikacji dyskursu wewnętrznego.


Oczywiste jest to, że dyskurs wewnętrzny jest zasilany i modyfikowany przez nasze zewnętrzne życie. Jeżeli jest inaczej, to mamy do czynienia z poważnym problem z zakresu zdrowia psychicznego. W tym tekście staram się jednak pozostawiac w granicach szeroko rozumianego zdrowia psychicznego.


Kiedy pojawia się konieczność rozmowy z ważną dla nas osobą, mamy skłonność do ćwiczenie tej rozmowy w dialogu wewnętrznym. W dialogu wewnętrznym próbujemy rozgrywać różne sytuacje, emocje, nierozegrane satysfakcjonująco w świecie rzeczywistym.


Pisząc ten tekst o dyskursie wewnętrznym zauważyłem, jak bardzo pisanie wpływa na mój własny wewnętrzny dyskurs. Otóż gdy pisałem początek tego teksu, mój dyskurs wewnętrzny miał formę dialogu z różnymi wyobrażonym rozmówcami, ściślej monologowania w jednym momencie do jednego wyobrażonego słuchacza, który był wyobrażeniem rzeczywistej osoby z jaką mam do czynienia w życiu.


Obecnie mój dyskurs wewnętrzny zaczął naśladować pisanie w myślach. Dalej jest to wewnętrzny monolog, jednak nie ma w nim już wewnętrznego konkretnego słuchacza. Zacząłem w myślach monologować różne fragmenty i warianty tekstu o życiu wewnętrznym. Skoro tak może zadziałać napisanie tych kilku stron, to o ile silniej działa to w przypadku ludzi, którzy ciągle piszą?


Z całą pewnością pisanie wpływa więc na formę dyskursu wewnętrznego. Można mnożyć przykłady zjawisk w świecie zewnętrznym modyfikującym nasz wewnętrzny dyskurs, jednak nie jest to głownym celem tego tekstu.


Jakość dyskursu wewnętrznego

Tak jak różna może być jakość pisania, różna może być też jakość wewnętrznego dyskursu. Tak jak możliwa jest grafomania, możliwa jest też monologomania. Tak jak możliwe są rozmaite formy paplaniny czy gadaniny zewnętrznej, możliwe są także paplaniny i gadaniny wewnętrzne. Uważam, że jakość wewnętrznego dyskursu może podlegać udoskonalaniu. Chciałem tu zwrócić uwagę, na kilka aspektów tej jakości i udoskonalania.


W świecie zewnętrznym zdarza się nam rozmawiać z osobami, które zdolne są do wygłaszania na gorąco dłuższych uporządkowanych wypowiedzi. Inne osoby mają duże problemy w składnym wypowiadaniu się, w jasnym formułowaniu pytania czy tezy i argumentów na jej poparcie. Niektóre osoby sprawiają wrażenie jakby myślały na głos, co dla niektórych słuchaczy bywa męczące, a dla innych interesujące. Szczerze mówiąc ja czasem myślę na głos. Mamy różną tolerancję bałaganu i potrzebę porządku. Zarówno nadmierne uporządkowanie jak i nieuporządkownie może sprawiać wrażenie bezmyślności.


Są też osoby, które ładnie piszą lecz ich wypowiedzi nie są ładne. Wydaje mi się, że niektórzy z nas potrafią porządkować wypowiedzi pisemne, jednak nie potrafią porządkować swoich wypowiedzi ustnych. Przyznaję, że dla mnie o jakości czyjegoś myślenia rozstrzyga rozmowa, a nie tekst. Tekst może być wielokrotnie poprawiany, także przez inne osoby, zarówno wewnętrzne jak i zewnętrzne, natomiast za wypowiedz ustną odpowiadamy tylko my sami. Jakość myślenia ludzi, którzy potrafią pisać wspaniałe rzeczy, a nie potrafią ich wypowiedzieć, jest dla mnie mocno podejrzana.


Jak sądzę na jakość wypowiedzi ustnych w dużym stopniu ma wpływ jakości dyskursu wewnętrznego, jego ukierunkowanie, spójność, ciągłość. Wydaje się, że jakość dialogu wewnętrznego zależy od sprawności funkcji korektora i preselektora wewnętrznego. Korektor wewnętrzny koryguje niespójności, błędy wyartykułowanego wewnętrznie monologu. Prawdopodobnie uruchomienie i usprawnienie takiej funkcji kontrolnej może doprowadzić do częściowej habituacji tej funkcji. To znaczy funkcja kontrolna staje się niewidoczna dla wewnętrznego nadsłuchacza. Kontrola bowiem przebiega przynajmniej częściowo przed wewnętrznym wyartykułowaniem. A zatem działa, jak już wspominaliśmy wyżej, niedostrzegalny dla wewnętrznego nadsłuchacza wewnętrzny preselektor wypowiedzi.


Wydaje się, że zaawansowany dyskurs wewnętrzny wymaga rozwinięcia całego sztabu wewnętrznych podmiotów służących wewnętrznemu monologantowi, takiego sztabu, jaki wspiera najlepszy sportowców. A zatem potrzebny jest wewnętrzny podawacz temat i pilnowacz tematów, wewnętrzny motywator, wewnętrzny przypominacz o koniecznych przerwach, wreszcie wewnętrzny sparingpartner. To jednak funkcje hipotetyczne, nad którymi musiałbym jeszcze popracować, by wypowiadać się kompetentnie.


Monologizacja a dialogizacja dyskursu wewnętrznego

Naszkicowane wyżej procesy poprawy jakości dyskursu wewnętrznego działają w kierunku jego uporządkowania, ukierunkowania, ujednolicenia – jednym w słowem w kierunku monologizacji. Jednak jak się wydaję istotnym wyróżnikiem jakości dyskursu wewnętrznego jest jego dialogiczność.


Ktoś, kto dysponuje wyraźnie odróżnialnymi ja, np. ja racjonalnym i ja emocjonalnym, czy też ja z różnych porządków aksjologicznych – np. ja praktycznym, utylitarnym, partykularnym i ja myślącym w kategoriach bardziej uniwersalnych i potrafi doprowadzić do wewnętrznego dialogu pomiędzy tymi rożnymi ja, może uzyskać wewnętrzne wieloaspektowe i wielopoziomowe naświetlenie jakiegoś problemu, który stanie się przedmiotem wewnętrznego dialogu.


Jeżeli te wewnętrzne ja będą ściśle hierarchicznie uporządkowane, będzie to powodowało, wydaje się, zwiększenie decyzyjności i sprawności zewnętrznego funkcjonowania, jednak kosztem wieloaspektowości i wielopoziomowości naświetlenia.


Podobnie jak w świecie zewnętrznym, jeżeli dyskurs zewnętrzny jest ściśle uregulowany i zhierarchizowany może to skracać komunikację, jednak pewne treści nie zostaną wyartykułowane i uwzględnione.


__________________________________________________________________________________
Konkluzje

Powyższe rozważania naszkicowały raczej jeden z obszarów moich istotnych zainteresowań i w pewnym sensie badań niż dostarczyły rozstrzygających wyników tych badań. Nie do wszystkich poglądów wyrażonym w tym tekście jestem równie przywiązany. Byłbym zobowiązany wobec każdego czytelnika, które zechce zakwestionować lub uzupełnić moje obserwacje, wskazać istotne obszary pominięte przeze mnie.


Chciałbym spróbować sformułować teraz kilka tez moim zdaniem istotnych, które nie zawsze wprost zostały wyartykułowane w tekście, leczy wydają mi się wynikać z przeprowadzonych rozważań.


Istotnym, lecz niewyłącznym aspektem życia wewnętrznego jest myślenie. Istotnym, lecz niewyłącznym typem myślenia jest myślenie dyskursywne. Myślenie dyskursywne toczy się w formie dyskursu wewnętrznego. Rozwój dyskurs wewnętrznego jest związany z rozwojem wielu wewnętrznych funkcji dyskursywnych. Użyteczne z punktu widzenia rozwoju i rozumienia dyskursu wewnętrznego jest przyjęcie możliwości istnienia odrębnych podmiotów wewnętrznych, realizujących odrębne wewnętrzne funkcje dyskursywne. Podmioty te i ich funkcje do pewnego stopnia i etapu rozwijają się naturalnie. Możliwe jest identyfikowanie praktyk wewnętrznych służących rozwojowi i stabilizacji wewnętrznych podmiotów dyskursywnych i ich funkcji, a także powodujących degradację i zaburzenia funkcjonowania wewnętrznych podmiotów dyskursywnych. Analogicznie, możliwe jest identyfikowanie zewnętrznych praktyk i zdarzeń, służących ewolucji i dysolucji dyskursu wewnętrznego. Możliwe jest intencjonalne oddziaływanie na poprawę jakości własnego dyskursu wewnętrznego. Celem poprawy jakości dyskursu wewnętrznego jest poprawa jakości naszego funkcjonowania w świecie. Z punktu widzenia jakości naszego funkcjonowania w świecie wskazany jest pewien poziom jakości dyskursu wewnętrznego, nie wyższy. Dyskurs wewnętrzny może być rozwijany w kierunku zaspokajania potrzeb nierealizowanych w życiu zewnętrznym. Może to pozwolić uzyskać względną równowagę funkcjonowania, jednak zmierzać może do ciągłego osłabiania znaczenia i jakości życia zewnętrznego koszem życia wewnętrznego. Dynamika dyskursu wewnętrznego żywi się życiem zewnętrznym. W dyskursie wewnętrznym nie jest możliwe uzyskanie pewnych jakości dyskursu, które są możliwe do uzyskania w dyskursie zewnętrznym. Możliwe jest rozwijanie dyskursu wewnętrznego w kierunku jak najpełniejszego naśladowania dyskursu zewnętrznego. Dyskurs wewnętrzny może uzyskiwać wiele cech dialogicznej formy dyskursu zewnętrznego. Dialog jest najwyższą formą dyskursu. Dialog wewnętrzny nigdy nie stanie się prawdziwym dialogiem, gdyż nie jest możliwe by uzyskał wszystkie istotne cechy dialogu zewnętrznego. Dialog zewnętrzny jest dialogiem między osobami. Dialog wewnętrzny jest co najwyżej dialogiem podmiotów wewnętrznych. W zasadzie jest on jednak tylko monologiem. Możliwe są formy dyskursu zewnętrznego, które bliższe są dialogowi podmiotów wewnętrznych niż dialogowi między osobowemu. Dialog zewnętrznych funkcji czy masek nie jest dialogiem osobowym. Dialog wewnętrzny nigdy nie jest i nie będzie dialogiem osobowym. Dyskurs zewnętrzny może stać się dialogiem międzyosobowym. Możliwość wystąpienia dialogu zależy od: 1) wystąpienia okoliczności zewnętrznych sprzyjających powstaniu dialogu osobowego; 2) osiągnięcia pewnego poziomu życia wewnętrznego; 3) rozwinięcia do pewnego poziomu umiejętności dialogicznych; 4) dopuszczenie możliwości dialogu przez jego uczestników.


Sama wola dialogu z pewnością nie wystarczy.

Na koniec chciałem podziękować wszystkim osobom, z którymi rozmawiałem o dialogu wewnętrznym. W szczególności chciałem podziękować uczestnikom Sokrates Cafe Konstancin, którzy ujawnili mi pewne informacje o ich własnym dialogu wewnętrznym.



Karol Szymanowski
Komentarze do protokołu
Dodaj komentarz