Aktualnie przebywasz w:

Wstecz
Sokrates Cafe

Sokrates Cafe Wrocław 9.02.2010

Komentarze do protokolu
Dodaj komentarz

Słowo wstępne:

Liczba uczestników – 10, a więc idealna do protokołowania, a i dobra dla samej dyskusji. Wspominam o tym, gdyż uświadomiono mi, że moje protokoły musza działać marketingowo – zachęcać potencjalnych klien…, o przepraszam, uczestników. Co niniejszym czynię.



Pytania:

1. Czym jest przeznaczenie?
2. Czy o gustach się nie dyskutuje?
3. Gdzie jest granica między dobrem a złem?
4. Czy trzeba być bez winy, by rzucić kamieniem?
5. Dlaczego lubimy autodestrukcję?
6. Co z dzisiejszą kulturą?
7. Czy trudno jest zabrać głos?

Do rzeczy:

Wygrało pytanie Kasi – „Dlaczego lubimy autodestrukcję”?



Autorka pytania doprecyzowała, że pyta o to dlaczego dobrowolnie i nierzadko z przyjemnością podejmujemy działania szkodliwe? Jak to się ma do naszego instynktu samozachowawczego? Inspiracją do tego pytania było oczywiście palenie papierosów – zagadnienie, które pojawia się regularnie podczas naszych dyskusji. Zainspirowało to chyba ustawodawcę, który odgórnie postanowił rozwiązać ten problem ograniczając naszą wolność/dbając o zdrowie społeczeństwa/dla sadystycznej przyjemności i pokazania swej władzy.(niepotrzebne skreślić)


Karolina zareagowała błyskawicznie – Czym w ogóle jest autodestrukcja? Sporty ekstremalne też można pod nią podciągnąć, ale w nich chodzi przecież o adrenalinę, endorfinę, ryzyko i pobudzenie.


Kornel odebrał podanie i w duchu hedonistycznym podniósł, że autodestrukcja jest przede wszystkim przyjemna, zaciągając się przy tym papierosem.


Od autora:

Powyższe dziwaczne wtrącenia, utrzymane w duchu sportowym, miały na celu podniesienie napięcia i zdynamizowanie tego protokołu. Po namyśle postanowiłem z nich zrezygnować – są równie bezsensowne co sam sport.


Kasia F. przyjęła rolę specjalistki od głębi – zwróciła uwagę, że często nieuświadamiamy sobie faktu, że nasze zachowanie jest autodestrukywne.


Autorka pytania po krótkiej, wielogłosowej wymianie zdań sprecyzowała, czym dla niej jest autodestrukcja. Otóż jest to radykalne pozbawienie się witalności. Na ten przykład palenie powoduje spadek kondycji, niedotlenienie i mnóstwo mniej lub bardziej miłych chorób. Jedyne zastrzeżenie można zgłosić co do owej radykalności.


Karolina odwołała się do osobistych doświadczeń – paląc nie czuła, że ją to niszczy. Następnie wskazała znajomego ćpuna, który czyszcząc instalację polskim kompotem doświadczał tego jako wzmocnienia pozytywnego. Na pytanie Kornela o pobudki jego działania wskazała, że był to jego sposób na radzenie sobie ze światem.


Dalej analizowaliśmy zagadnienie nikotynizmu – raczej wszyscy wiemy, że jest to dla nas zabójcze, ale mimo to palimy. Tolek podzielił się z nami informacją o składzie chemicznym dymu papierosowego. Wskazałem, że mówiąc o istniejącym już uzależnieniu popełniamy błąd – wtedy bowiem działają już psychologiczne mechanizmy uzależnienia, nie można więc mówić o autodestrukcji. Na pytanie o powody podjęcia palenia Julita wskazała pewne oswojenie ze śmiertelnością, wyrażające się w zdaniu „Przynajmniej będę wiedział na co umrę”.


Karolina natomiast odwołała się do poczucia dystansu wobec wymogów naszej rzeczywistości – wszystko i wszyscy dookoła mówią nam jak żyć, a palenie papierosów jest swoistą negacją tych nakazów, ale w miarę bezpieczną.


Tutaj Kasia przypomniała, że tematem jest autodestrukcja jako taka, a nie jedynie jej przejaw, jakim jest analizowany nikotynizm.


Jadzia podchwyciła i wyznała, że kiedyś chciała zrobić sobie krzywdę, więc… obcięła włosy. Zapoczątkowało to dyskusję o przejawach i tendencjach eskapicionizm stycznych w naszym zachowaniu. Kasia F. przywróciła porządek, przypominając, że pytamy o przyczyny.


Zgodzie ze zwyczajem Kasia podsumowała dotychczasową dyskusję i stwierdziła, że jak na razie nasuwa się wniosek, że autodestrukcja jako taka nie istnieje.


Kasia F. wobec powyższego odwołała się do norm społecznych. Julita podniosła zagadnienie profilaktyki pozytywnej – odwołującej się do zdrowego stylu. Wzbudziło to czujność Karoliny, która spytała, czym jest ów zdrowy styl. Pozwoliło to Kasi na konstatację, że autodestrukcja to wszystko, co hamuje nasz rozwój. Dorota od razu wskazała na istnienie rozwoju duszy i rozwoju ciała, który nie zawsze idzie w parze. Pozwoliło mi to na krótką dygresję i odwołanie się do historii jazzu. Wskazałem na kilka „milowych” albumów, nagranych przez artystów, będących zarazem zaawansowanymi ćpunami, jak choćby Parker czy Trane zza czasów „Blue Train”.


Powyższe implikowało konieczność ukucia innej definicji. Kasia stwierdziła więc, że autodestrukcja to zamach na nasze wartości najwyższe. Wskazałem tu od razu najnowsze ustalenia odnośnie anoreksji, której nie postrzega się już jako zaburzenia w postrzeganiu własnego ciała. Na zmianę stanowiska wpłynęły blogi i forum anorektyczek, które za swój cel uznały dojście do magicznej wagi 0 kg. Jak mi jednak uświadomiono, dla nich nie musi to oznaczać autodestrukcji, a – paradoksalnie – samorealizację.


Po przerwie i krótkiej wymianie ognia odnośnie przyjemności / nieprzyjemności płynącej z autodestrukcji zwróciłem uwagę, że niejako bezrefleksyjnie przyjęliśmy dogmat rozwoju i życia, a to nie dla każdego może być tak jasne. Stanęło na tym, że jesteśmy bombardowani hasłami rozwoju i życia (choćby tylko w konsumpcyjnym ich ujęciu), stąd takie nasze zapatrywania.


Interesujące pytanie zadała Kasia, zastanawiając się, czy autodestrukcja występuje tylko w świecie ludzi? A co ze zwierzętami? Temat ten nie został jednak w pełni przedyskutowany, a to z racji przekroczenia umówionej godziny zakończenia spotkania i niepojętej zmiany kierunku dyskusji na telenowele. Czy ich oglądanie to tylko strata czasu, czy może już autodestrukcja?


Komentarze do protokolu
Dodaj komentarz