Sokrates Cafe
Sokrates Cafe Tarabuk 5 stycznia 2010
Dodaj komentarz
Pytania:
1. Jak zoptymalizować dobór ludzi w pary?
2. Co jest optymalne: pary, trójkąty, koła?
3. Po co człowiekowi sztuka (i inne tego typu niepotrzebne rzeczy)?
4. Po co człowiekowi metafizyka?
5. Dlaczego wszystko się kończy?
6. Co to jest obciach?
7. Czy istnieje wolna wola?
Temat: Czy istnieje wolna wola?
Obecni: Anna, Arek, Adam, Piotr, Zygmunt, Maciek, Ania, Karol, Marian, Jurek. Prowadził Zygmunt.
Piotr od razu powiedział, że jego zdaniem wolna wola istnieje, bo musi istnieć, gdyż bez niej nie byłaby możliwa etyka i moralność. A skoro one są, to i wolna wola musi być. Z drugiej strony nauka poucza nas o powszechnej przyczynowości. Czyżby wolna wola była wyjątkiem od powszechnej przyczynowości?
Zygmunt chyba poparł Piotra, wskazując, że wolna wola jest zakładana przez prawo. Bez wolnej woli nie miałoby sensu pociąganie kogokolwiek do odpowiedzialności, bo kto nie ma wolnej woli, czy to z powodu chorobliwego zamroczenia świadomości czy niedojrzałości, nie może odpowiadać za swoje czyny.
Niestety nie pociągnęliśmy tych wątków w dalszej dyskusji. A przecież zdaje się, że przyjmujemy, że dzieci właściwie nie mają wolnej woli, w sensie prawnym, bo wolna wola potrzebuje czasu by dojrzeć, jak jakaś roślina. Dzieci wydają się mieć wolę, lecz uznajemy, że jest ona jeszcze czymś niedojrzałym. Przyjmujemy, że dzieci nie potrafią sensownie i odpowiedzialne chcieć.
Z drugiej strony kościół katolicki zdaje się przyjmuje, że wola jest wystarczająco dojrzała znacznie wcześniej niż przyjmuje współczesne prawo. Drugoklasista spowiada się z grzechów, jest więc zdolny do grzechu i do niegrzeszenia. Ma więc z punktu widzenia kościoła wolną wolę.
Zdaje się, że jeszcze wcześniej wolną wolę przyjmują niektóre przedszkolanki i niektórzy rodzice. Dzieciom mówi się, że są niegrzeczne, daje się im chmurki gdy były niegrzeczne lub słoneczka gdy były grzeczne. Rodzice karcą w rozmaity sposób swoje dzieci, więc zdaje się, że przyjmują, że mają już wolną wolę na tyle by mogłyby zachować się inaczej.
Z trzeciej strony ludzie karcą też zwierzęta. Niektórzy przy tym je antropomorfizują (a raczej pedomorfizują) pouczają swoje psy, przemawiają do nich jak do niegrzecznych dzieci. Czy zwierzęta mają wolną wolę? Czy tzw. wychowanie dzieci, zakładające ich wolną wolę, różni się czymś od wykluczającej wolną wolę, a zakładającej instynkt tresury? Czy skuteczność wychowania np. pionierów, janczarów, hitlerejugendowców (co prawda z wyjątkami -pozdrawiam wszystkich Polaków;) czy innych hungwejbinów nie wskazuje, że człowiek zdaje się nie mieć wolnej woli, skoro można wytresować go tak, by był przewidywalny jak zwierze? Może po prostu niektórzy z nas robią rożne wytresowane dzięki instynktom sztuczki. A że nie widać bata tresera, przyjmujemy że robimy te sztuczki z wolnej woli.
Marian zwrócił uwagę na wiele różnych rzeczy. Ciekawe (albo raczej zgodne z moimi poglądami, więc to zanotowałem) było wskazanie na to, że lewicowe myślenie prowadzi do wykluczenia wolnej woli. W lewicowym myśleniu to, że mieliśmy pod górkę do szkoły zwalnia nas z odpowiedzialności za naszą przygłupiastość, a to, że byliśmy źle w dzieciństwie traktowani, zwalnia nas z odpowiedzialności za nieestetyczność naszego charakteru. Lewicowe rozwiązania nie apelują do naszej wolnej woli, lecz dążą do wyrównania buldożerami drogi do szkoły.
Jerzy stwierdził, że subiektywnie prawie wszyscy uważamy, że mamy wolną wolę, lecz wpływ wszelkich czynników pozasubiektywnych jest tak istotny, że właściwie wolnej woli nie mamy. Jerzy używał przy tym ciekawego pojęcia sforsowania. Jesteśmy sforsowani przez – z jednej strony – osąd społeczny i inne czynniki kulturowe, międzyludzkie, a z drugiej strony przez własne instynkty, automatyzmy czy mechanizmy psychiczne. Nie ma tu miejsca na wolną wolę.
Ania zauważyła, że problem wolnej woli pojawia się przy kolizji wartości z naszą naturą lub otoczeniem. To sforsowanie, o którym mówił Jerzy nie stanowi argumentu przeciwko wolnej woli, opisuje jedynie problem słabej woli, która daje się sforsować przez naturę lub kulturę.
Kwestia silnej woli także nam umknęła w dalszej dyskusji. Wydaje się absolutnie trafne twierdzenie, że tylko silna wola jest w istocie wolna. Słaba wola sprawia, że jesteśmy niewolnikami innych, niewolnikami społeczeństwa, kultury czy subkultury czy wreszcie własnej natury, własnych mniej lub bardziej zdrowych lub patologicznych instynktów. Jeśli ulegamy swojemu lenistwu czy możemy powiedzieć że jesteśmy wolni? Podobnie gdy ulegamy społecznemu naciskowi np. na robienie kariery. Jak się wydaje, tak zwana wola przeciętnego człowieka, w tym mnie, jest sama w sobie słaba i nasze działania są wyznaczone po prostu przez wypadkową działających na nas wewnętrznych (biologicznych i psychicznych) oraz zewnętrznych (kulturowych, pogodowych itp.) oddziaływań czy sił. Albo, mówiąc inaczej, nasze ciało jest medium oddziaływań przyrodniczych, a umysł medium oddziaływań międzyludzkich. Bezwolność może być stanem chwilowego lub trwałego wzajemnego znoszenia oddziaływań. A silna wola to przypadkowe zjawisko, w którym wypadkowe oddziaływań są silne i jednokierunkowe.
Jerzy argumentował, że gdyby wola była rzeczywiście wolna, to nasze decyzje byłyby zgodne z rozkładami statystycznymi.
Wydaje się, że czystych sytuacjach coś takiego zachodzi. W ostatniej turze wyborów prezydenckich czy w Polsce czy w USA głosy rozkładają się mniej więcej po 50%. Jednak to, że nasze decyzje można przewidywać rzucając kostką, moim zdaniem, nie dowodzi istnienia wolnej woli, ale je braku.
Zygmunt próbował nas zainspirować egoizmem genów i wolnością jako uświadomioną koniecznością. Ania zaprotestowała przeciwko mieszaniu woli i wolności. Jednak egoizm genów zainspirował nas do rozważań o tym, że kobiety „wybierają” bardziej odkrywające stroje w środku okresu.
Czy można powiedzieć, że wybierają? Czy działa ich wolna wola? Czy też po prostu są rzeczywiście narzędziem w ręku chcących przetrwać genów?
Piotr wspomniał o intelektualizmie etycznym Sokratesa, czyli przekonaniu, że jeśli człowiek wie co jest dobre to czyni to. Intelektualizm etyczny zdaje się wykluczać wolną wolę. Problemem jest tylko brak wiedzy o tym co jest dobre.
Wydaje się, że intelektualizm etyczny ma zasadnicze znaczenie dla zrozumienia problemu wolnej woli, mimo jego paskudnej i chyba mylącej nazwy. Jeśli popatrzymy na ludzi, którzy kierują się w swoich wyborach wyłącznie chwilowymi stanami swojego organizmu, czy to mających charakter pragnień czy pożądań, czy to emocji (np. strachu), to wydaje się, że trudno mówić o ich wolnej woli. Wydaje się, że o wolnej woli można mówić wtedy, gdy ktoś ze względu na to, co uważa za dobre, decyduje się nie iść za swoim pragnieniem czy uczuciem.
Z drugiej strony, jeśli tym co nam zabrania pójść za uczuciem czy pragnieniem jest nasze superego, czyli uwewnętrzniony głos naszych rodziców, nauczycieli, społeczeństwa, to nie wydaje się byśmy idąc za naszym super ego byli bardziej wolnowolni, niż idąc za naszym pragnieniem.
Chyba większość z nas wierzy w naszą wolną wolę i wierzy, że jesteśmy wolni wtedy gdy idziemy za czymś co uważamy lub odczuwamy jako NASZE. Ale czy wartości, które wyznajemy są rzeczywiście nasze? I czy na pewno nasze pragnienia są nasze? A niby czyje są nasze uczucia jeśli nie nasze? A jednak nasze pragnienia mogą być – i z reguły są – pragnieniami innych. A nasze uczucia często są mechanizmami nabytymi przypadkowo lub wytresowanymi, a więc nie autentycznie naszymi. Z tego wszystkiego wynikałoby, że o wolnej woli moglibyśmy mówić naprawdę dopiero wtedy, gdybyśmy pozbyli się tego wszystkiego nie naszego. Ale jak? I czy coś z nas by jeszcze wtedy zostało?
Marian przywołał rozróżnienie wolności od i wolności do. Stwierdził, że problemy z wolnością od (uzależnień, błędów poznawczych) nie zaprzeczają istnieniu wolności do, czyli właśnie wolnej woli. Zdaniem Mariana, kiedy jesteśmy świadomi uwarunkowań możemy zrezygnować z wolnej woli i im ulec lub się im przeciwstawić, realizując swój system wartości. Wolną wolę ma ktoś, kto uświadamia sobie i realizuje swój system wartości.
Zdaniem Mariana wolną wolę realizuje także ktoś, kto uważa za wartościowe czerpanie przyjemności z krzywdzenia innych ludzi. To skłania do zastanowienia, czy można zakwestionować wolną wolę kogoś kto realizuje wartości, będące racjonalizacją jego patologii.
Ania zwróciła uwagę, że jest wiele mitów, w których ludzie są pionkami, zabawkami w rękach bogów. Te mity wyrażają niewiarę w wolną wolę. Uważała, że dla człowieka lepsza jest taka wiara jak w chrześcijaństwie, które przyjmuje się, że człowiek ma wolną wolę.
Wydaje się, że kwestia wolnej woli w różnych religiach wymaga jeszcze zbadania (lub dotarcia do wyników badań). Ciekawa jest zwłaszcza zależność wolnej woli Boga i wolnej woli człowieka. Wydaje się, że część chrześcijan przyjmując predestynację w istocie wyklucza wolną wolę człowieka, w zamian za co zachowuje wolną wolę Boga, który może sobie arbitralnie przeznaczyć kogoś do zbawienia lub potępienia. Podkreśla się przy tym wszechmoc Boga, jednakże wchodząc w kolizję z jego wszechdobrocią. Z kolei jeśli zależy nam na nienagannej bożej dobroci, powstaje problem bożej wszechmocy. Jeśli Bóg jest koniecznie dobry, nie może czynić zła, a więc nie ma wolnej woli.
Wychodziło by na to, że mamy coś więcej niż Bóg, to znaczy zdolność czynienia zarówno dobra jak i zła. Choć Sokrates uważał, że ludzie nie mają zdolności czynienia zła, jeśli rzeczywiście poznają dobro. Według Sokratesa nie różnimy się od Boga zdolnością czynienia zła lecz tym, że nie jesteśmy wszechwiedzący i wszechmocni. Skoro wszyscy coś robimy, to zdaje się, że wydaje się nam, że wiemy co jest dla nas dobre. Czy byłoby postępem, gdybyśmy zakwestionowali, że mamy taką wiedzę. Gdybyśmy przyznali, że nie wiemy co jest naprawdę dobre. Czy to by nas nie sparaliżowało?
O wolnej woli trzeba jeszcze będzie pomyśleć…
Dodaj komentarz
